wtorek, 18 czerwca 2013

Z serii "Podróże małe i duże": Budapeszt...

           Uwielbiam wypady, których nie planuje się z półrocznym wyprzedzeniem. Moja majówka w Budapeszcie była naprawdę przypadkowa. Jakiś miesiąc przed siedziałyśmy z dziewczynami na "okienku" i zbijałyśmy bąki. Rzuciłam wtedy hasło "pojechałabym gdzieś". No i od tego się zaczęło. Najpierw pytanie "gdzie?". Stanęło na Budapeszcie. Potem "samolotem czy autokarem?". Okazało się, że bilety lotnicze wyjdą drożej, więc wybrałyśmy autokar. Znalazłyśmy nawet tani przejazd z Krakowa w jedną i drugą stronę. Z noclegiem było drożej. Docelowo miało nas jechać cztery kobitki, więc myślałyśmy o wynajęciu mieszkanka. Znalazłyśmy świetną ofertę od Pani z Polski, która na stałe mieszka w Budapeszcie. Napisałam do niej maila, ale ostatecznie mi nie odpisała. W między czasie rozsypała się nam trochę grupa - zostałam tylko ja i moja towarzyszka. Doszłyśmy wtedy do wniosku, że we dwie na własną rękę to trochę ryzyko. Tym bardziej, że to nasz pierwszy, wspólny wyjazd. Zdecydowałyśmy się na jakieś biuro podróży. Znalazłyśmy kilka ofert, ale ostatecznie wybrałyśmy jedną - Budapeszt z SKT (Studencki Klub Turystyczny). Byłyśmy nieźle "podjarane" całym wyjazdem. Wyglądało to wszystko naprawdę fajnie... i w rzeczywistości było nieźle. Dlaczego tylko "nieźle"?? Zawiodła trochę organizacja. A może miałyśmy po prostu zbyt duże wymagania?? Tak czy siak, nie było przewodnika i nikt nam o tym wcześniej nie powiedział. W związku z tym pojechałyśmy do Budapesztu bez mapy czy książkowego przewodnika. Nic. Zero. Pierwszego dnia dojechałyśmy tylko do McDonald's w centrum. Potem, gdy dostałyśmy mapę i krótki opis miejsc, które warto zobaczyć razem z informacją o dojeździe, było o niebo lepiej. Kolejne dwa dni wykorzystałyśmy na maksa -  na tyle, na ile pozwoliły nam siły, czas i pogoda. Przywitało nas słoneczko i około 30 stopni i tak było przez cały nasz pobyt (poza jednym wieczorem z 15 minutową ulewą).
No to teraz zdjęcia:

 Wjazd z peronu "czerwonej" linii metra

 Parlament "od podwórka"




 Fontanna niedaleko Parlamentu 

 Bazylika Św. Stefana

 widok z tarasu widokowego Bazyliki

:-D

 Plac Bohaterów

 Muzeum Sztuk Pięknych

 Zamek Vajdahunyad
 brama przy wejściu na dziedziniec zamku


 Łaźnie Szechenyi'ego

 "żółta" linia metra (najstarsza w Budapeszcie) - tablica z nazwą stacji

Muzeum Terroru - Terror Haza

 Wzgórze Zamkowe



 Zamek od frontu

widok na Budapeszt ze Wzgórza Zamkowego

 Zamek Królewski


 Węgierska Opera Państwowa


 coś w stylu targowiska (również z polskimi stoiskami)

 
 widok na Wzgórze Gellerta

 Marriott w Budapeszcie

 Wzgórze Zamkowe z rejsu po Dunaju


Parlament od strony Dunaju

 widoki na Budapeszt ze Wzgórza Gellerta


 Pomnik Wolności na Wzgórzu Gellerta


widok na Budapeszt przy zachodzącym słońcu

          Zdjęcia nie oddają do końca tego, jak piękne to miasto. Zakochałam się. Zresztą nie pierwszy raz. Żałuję tylko, że nie mogłyśmy zostać do całkowitej "ciemności" na Wzgórzu Gellerta. Podobno widok z niego na okryty nocą i oświetlony Budapeszt jest nieziemski :-)

Must see:
- Wzgórze Zamkowe,
- Wzgórze Gellerta (najlepiej od zmierzchu do nocy),
- łaźnie (my nie byłyśmy, ale podobno jest super),
- Parlament,
- opera,
no i oczywiście rejs po Dunaju i przejażdżka wszystkimi liniami metra (zdecydowanie preferuję żółtą).

W razie jakichkolwiek pytań - piszcie śmiało:-)

Bye:-*

niedziela, 2 czerwca 2013

I'm back!!!

           Fajnie jest wrócić. Serio. Ostatnie dwa dni spędziłam na przeglądaniu blogów, które przypomniały mi o moich "przygotowaniach" do wyjazdu do USA (tak właśnie spędza czas student przed sesją:-D). Decyzja o tym, że spróbuję po licencjacie już praktycznie zapadła. Co prawda przypadł mi również do gustu Wolontariat Europejski, ale bardziej prawdopodobne jest to, że pojadę do Stanów jako au pair.
Z majówkowego wypadu do Budapesztu wróciłam zadowolona. Oczywiście, nie obyło się bez niespodzianek w stylu "mrówki w pokoju" czy "wielkie czarne pająki skrywające się pod łóżkiem". Mimo wszystko wypad zaliczam do udanych. Zdjęciami oczywiście się podzielę, jak znajdę chwilę wolnego.
W moim życiu zachodzi trochę zmian. Już za kilka dni przenoszę się do mieszkania cioci, która razem z rodziną wyjeżdża na cały rok do Afryki. Będę miała tylko dla siebie ponad 80 metrów kwadratowych chyba, że znajdę sobie współlokatorkę:-D Dodatkowo podczas piłkarskiego sezonu odwiedzałam cyklicznie puby, oglądając mecze Manchesteru United z nowymi znajomymi. Tak więc towarzysko trochę się rozwinęłam:-D
Obecnie zbliża się najcięższy okres zwany potocznie sesją. Mam trochę egzaminów, dalej ciągnie się za mną niezaliczone prawo, ale myślę, że dam radę bez wrześniowej sesji poprawkowej. Coraz częściej myślę co z magisterką i stwierdzam, że swojego doradztwa raczej nie pociągnę. Prawdopodobnie będzie to coś orientalnego. Może nawet arabistyka, która chodzi za mną jak cień.
Znów ciągnie mnie by gdzieś wyjechać. Mój budapesztański kompan chwilowo się na nic na pisze, a ja poleciałabym gdzieś we wrześniu. Niekoniecznie na długo. Mogą być 3 intensywne dni. Londyn, Lizbona, Madryt, Paryż, Wiedeń, Wilno. Jeszcze nie wiem. Wręcz koczuję na wszystkich możliwych stronach, szukając tanich lotów, przejazdów i pomysłów na krótki wypad. Może do września się określę.
           Jedno mogę obiecać - wrócę niedługo. Dłuższych przerw więcej nie przewiduję:-)
           Do usłyszenia wkrótce!!!!:-)